fbpx

Cześć mam na imię Ada!

Brak komentarzy

Moim największym marzeniem od zawsze był mój własny ślub. Pewnie często spotykane zjawisko u dziewczynek. Wielka biała suknia, loki i bardzo długi welon, który będzie się ciągnął od wejścia do samego ołtarza. Odkąd skończyłam 5 lat za każdym razem reagowałam na parę młodą w ten sam sposób: Mamo, mamo a kiedy ja? Pamiętam jak dziś, że ze swoim pierwszym chłopakiem planowałam ślub, który miał się odbyć w sylwestra na Kamiennej Górze. Moja suknia godna była prawdziwej księżniczki, na głowie mienił się srebrny diadem. Każdy w promieniu 500 m mógł widzieć i  podziwiać. Goście mieli patrzeć tylko na mnie, a na mojego „męża” nie musieli, bo przecież to ja miałam być w centrum ­. Takie były moje marzenia kiedy miałam 5 lat i przysięgałam sobie miłość z chłopakiem przy płocie przedszkola. Poza wyznaniami dozgonnej miłości połączyła nas sztuka. W przedstawieniu, w którym byłam Czerwonym Kapturkiem, on grał wilka. Zupełnie przypadkiem spotkaliśmy się jeszcze w gimnazjum, ale wcześniej deklarowane „na zawsze” straciło na ważności.

Lata leciały, miłości miałam wiele, oczywiście za każdym razem byłam pewna, że to ten jedyny. Czwartą klasę podstawówki rozpoczęłam w szkole sportowej. Wśród wielu sportowców moją uwagę przyciągał jeden. Załóżmy, że miał na imię Maciek. Skupiony na koszykówce zupełnie nie zwracał na mnie uwagi. Był dość niski jak na tę dyscyplinę sportu, ale wtedy wydało mi się, że jest duszą towarzystwa i to mi się w nim podobało. Moje zamiłowanie do sportu manifestowałam strojem. Ogromna koszulka, najlepiej XL oraz dres, tak, te szeleszczące też  wchodziły w grę. Oczywiście włosy w kucyk upięte i przyklepane opaską, bo przecież wygodniej. Wtedy jeden z kolegów powiedział mi, że coś powinnam w sobie zmienić, żeby Maciek zwrócił na mnie uwagę, tak więc się stało z brzydkiego łabędzia (wciąż marzącego o sukni księżniczki) zamieniłam się  w trochę ładniejsze kaczątko. Pomimo wspólnej pasji i najlepszych rad kolegów nie zostaliśmy parą.

Jakoś tak się złożyło, że nowa szkoła niosła za sobą zmianę stylu ubierania… i nową miłość oczywiście.

Gimnazjum to czas koszul w kratę, dużych słuchawek i zamiłowania do rocka. Przeboje Coldplay, Red Hot Chili Peppers czy Queen przesyłane przez najprzystojniejszego chłopaka w szkole na dobranoc sprawiały, że pomimo niewyspania, do szkoły biegłam jak na skrzydłach. Miłość, jak powszechnie wiadomo, dodaje sił. W Mateuszu kochały się wszystkie moje koleżanki a to za mną wodził swoim powłóczystym spojrzeniem. Ciemne włosy, wysoki, przystojny – idealny książę z bajki. Po lekcjach maszerowałam okrężną drogą, żeby spojrzeć w jego okna. Było zimno, padał śnieg ale przecież planowałam z nim ślub. Piękna biała suknia miała być, on taki przystojny w garniturze ! To było coś pięknego! Widziałam to, jak idę do ołtarza a wszystkie koleżanki siedzą w ławkach, i aż nogami tupią z zazdrości, a jak w popularnych kreskówkach ich twarze robią się czerwone. Przysięgaliśmy sobie miłość na zawsze. Jednak on nie uprzedził mnie, że jego zawsze trwa tylko miesiąc. Teraz wiem, że to było nic, natomiast po Mateuszu mam dwa wspomnienia –muzyka i gust modowy, więc dziękuję! Kiedy w pełni zaangażowana snułam wizje naszego wymarzonego ślubu, Mateusz poinformował mnie, że to koniec, i  że powinnam pomyśleć o założeniu firmy organizującej wesela, a nie planować ślub od tak wczesnych lat. To było najgorsze, co mogło mnie spotkać.

Miłość z czasów liceum też miała imię na literę M. A jakże! Maksymilian. Oj Maks, Maks, był osobą, która zawirowała mój świat – przecież byłam już taka dorosła, to nic tylko wyczekiwane zaręczyny i ślub. Suknia księżniczki, diadem we włosach, długi welon ciągnący się – to nadal aktualne marzenia. Po ponad 2 latach wspólnie spędzonych dni czekałam na te zaręczyny i jak myślicie, doczekałam się? Odpowiedź jest prosta nie, nie było zaręczyn i nie było też ślubu. To były miłe dwa lata, czas doświadczeń, poznawania się bliżej, budowania relacji ale jeszcze nie czas, żeby zorganizować swoje wesele. Czy dzisiaj uważam, że to dobrze? Tak, wręcz dziękuje Maksowi za podjęcie decyzji o rozstaniu.

Mama zawsze mi powtarzała, że „trzeba przymierzyć wiele par butów, żeby znaleźć tę idealną”. Tak właśnie się stało! Spotykałam się z wieloma chłopakami, poznawałam ich i sprawdzałam, co w związkach z nimi  mi odpowiada, a co chciałabym, żeby wyglądało zupełnie inaczej. Tak poznałam mojego księcia z bajki. Tym razem mogę powiedzieć, że łączy nas więcej niż zamiłowanie do muzyki, czy sportu. I tak, teraz, już jako oficjalna narzeczona planuję swój ślub i oczywiście wybieram się na Targi Ślubne Weselnika.

Zobacz także

Regionalne zwyczaje weselne

Mówią, że co kraj to obyczaj, ale w przypadku tradycji weselnych to powiedzenie zyskuje zupełnie nowego oblicza! Również Polska nie jest tu wyjątkiem – w naszym kraju każdy region ma swoje własne zwyczaje weselne, bez których nie może się obejść żaden ślub. Poznajcie najciekawsze przesądy weselne: może zainspirują Was do wplecenia regionalnych zwyczajów do własnej […]

Planowanie ślubu krok po kroku

Ślub jest zwieńczeniem miłości, początkiem życia we dwoje. Kiedy zapada o nim decyzja, rozpoczynają się żmudne przygotowania i wydatki. Wesele jest przecież imprezą, generującą wysokie koszty. Czy jest możliwe zorganizowanie taniego wesela? Jak zacząć planowanie ślubu i przyjęcia? Planowanie ślubu i przyjęcia, należy rozpocząć od podliczenia budżetu, który mamy przeznaczony na ten cel. Tradycyjny podział […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *